Kiedy każdy żołnierz był panem, a już kapral, oficer a kapitan władcą życia i śmierci …

Kiedy każdy żołnierz był panem, a już kapral, oficer a kapitan władcą życia i śmierci …

5 Wrz, 2016

14199760_1090111281065035_7465620499688790967_n

Pisząc o Wielkiej Wojnie bardzo często zapominamy o ogromnych zniszczeniach i cierpieniach, które przyniosła ludności cywilnej. Nie zawsze były one skutkiem bezpośrednich działań wojennych czy dziełem wroga. Nieraz własne wojska dawały się nieźle we znaki cywilnej ludności. Również wojska austro-węgierskie dopuszczały się wielu zbrodni na terenie Galicji, nie mówiąc już o wszelkich nadużyciach, które silnie odbiły się w świadomości, dotychczas lojalnych poddanych Wiednia. Wojna, która tak silnie dotknęła Galicję, tragicznie zakończyła mit tej sielskiej i spokojnej (choć biednej) krainy rządzonej przez dobrotliwego cesarza. W roku 1918 nastroje wśród mieszkańców Galicji niczym nie przypominały entuzjazmu i nadziei sprzed czterech lat.

14237644_1090111264398370_4545696286876681116_n

Ślady tych dramatycznych wydarzeń odnajdujemy często w źródłach, przede wszystkim licznych wspomnieniach, relacjach, dziennikach. Te publikowane, głównie w okresie międzywojennym, pisane często przez znanych polityków, wojskowych, ludzi kultury, nauki, ogólnie ludzi należących do elity, noszą jednak ślady autocenzury i przekazują nie same obrazy z przeszłości ale własną wizję tej przeszłości. Zupełnie inaczej jest w przypadku relacji, najczęściej nigdy nie publikowanych, pozostawionych przez prostych świadków tych wydarzeń. Takim świadkiem był proboszcz parafii w podkrakowskich Zielonkach ksiądz Konstanty Łabądź, który opisał trudne lata wojny w parafialnej kronice.
Zielonki, to wieś leżąca około 8 km na północ od centrum Krakowa, wchodząca w obręb krakowskiej twierdzy. Znajduje się tu artyleryjski fort 45 “Marszowiec” zbudowany w latach 1884-1886, zmodernizowany w latach 1910-1914. Wraz z trzema bateriami stanowił część kompleksu V grupy warownej twierdzy (pomiędzy Zielonkami a Mistrzejowicami), osłaniającego przygraniczny, północny odcinek. Wszystkie wsie w obrębie fortyfikacji były objęte tzw. rewersem demolacyjnym, co oznaczało, że na każde żądanie władz wojskowych zostaną one rozebrane w celu odsłonięcia przedpola fortów.
Od początku sierpnia 1914 r. twierdza Kraków przygotowywała się do odegrania swojej militarnej roli. Początkowo jednak wydawało się niemożliwym, żeby po opuszczeniu przez Rosjan Królestwa Polskiego przybliżył się do niej front. Jednak już na początku września poczęły dochodzić niepokojące wiadomości o klęskach armii austro-węgierskiej na wschodzie i utracie Lwowa, a magistrat zaczął przygotowywać się do ewakuacji ludności. Na początku listopada sytuacja była już naprawdę groźna, jak zanotował Jan Dąbrowski: Moskale się jakoś nie spieszą. Kraków się jednak przygotowuje… Naokoło miasta w promieniu paru kilometrów popalono wsie, by nieprzyjacielowi nie dać schronienia, ludność wydalono. Cała okolica pokryta jest jak koronką nowymi fortami, szańcami itd. Z miasta wydalają wszystkich nie mających prowiantu na trzy miesiące.

14224679_1090111171065046_5324193777198896760_n

Ostatecznie, 7 listopada zarządzono przymusową ewakuację miasta, ogłaszając, że Rosjanie bezpośrednio zagrażają twierdzy. Stale też trwały prace nad przygotowywaniem twierdzy do obrony, wysiedlano ludność okolicznych miejscowości, z której znaczna część szukała schronienia w Krakowie, resztę ewakuowano na południe i zachód od miasta. Los tych ludzi był najgorszy, gdyż utracili domy rozebrane na potrzeby przygotowania przedpola twierdzy i znaczną część dobytku. Ten los spotkał również Zielonki i naszego świadka tych wydarzeń ˗ księdza proboszcza Konstantego Łabądzia, któremu oddajemy teraz głos2:

[…] Toteż ku radości wielkiej w r. 1914 na św. Annę zaprosiłem sąsiadów, kolegów by wspólnie cieszyć się tem co mogłem dotąd zrobić. Niestety w ten dzień właśnie doszła nas wiadomość, że wybuchła wojna Austryi z Serbią3. Wrażenie to wielkie zrobiło na wszystkich, przecież nikt nie przypuszczał, że obejmie całą Europę a nawet cały świat, dosięgnie w skutkach i moją parafię. […] W niedługim czasie bo już 8 sierpnia przeciągało przez Zielonki wojsko to niemieckie to czeskie – na Moskali pod Kraśnik i Lublin4. Z ciekawością wielką się przyglądałem – kazałem wynosić mleko żołnierzom, nie przypuszczałem, że w niedługim czasie to samo wojsko w panice wracać będzie pod Kraków, by tutaj Moskalom stawić opór.

14207746_1090111701064993_8333863897829369329_o

Już z początkiem września poczęły dochodzić wiadomości, że w niedługim czasie wszyscy z okolic fortów będą ewakuowani. Z początkiem września poczęto burzyć Bibice, Zielonki, Pękowice5. Panika ogarnęła całą parafię. Burzono domy bez serca, z Bibic zmuszeni byli wynieść się do Rącznej około Liszek. Chowali dobytek po strychu a żołnierze kradli co zostało, nawet bagnety przykładali kobietom do piersi nie pozwalając im zabrać swego dobytku. To samo działo się w Zielonkach. Zburzyli żołnierze w dwóch tygodniach 13 domów, całe Pękowice.

Od października na plebanii ulokowała się cała kompania wojska czeskiego z kapitanem na czele. Wiele przeszedłem z tym kapitanem dlatego, że nie pozwoliłem umieścić konia w stajni kościelnej, ale kazałem go umieścić pod szopą. Urządził rewizję w mieszkaniu i piwnicy, badając czy nie ma połączenia z Moskalami, a ci wtedy byli pod Kraśnikiem i pod Lublinem i Dęblinem6, nawet urządził rewizję w kościele, poczem z całą kompanią ulokował się na plebanii w budynkach gospodarczych. Wiele przeszedłem w tym czasie […] Wiadomości jednak coraz więcej dochodziły, że w niedługim czasie Zielonki i Tonie będą ewakuowane.
Z końcem października coraz więcej przeciągało wojska przez Zielonki, treny7 po kilka dni jechały przynosząc coraz to groźniejsze wiadomości. W istocie 4-go listopada zjechał w niedzielę po południu na plebanię cały sztab z 30 jeńcami. Zajął też plebanię i budynki, że nawet ruszyć się nie mogłem. W pokoju sypialnym spało nas 10, trzech kapitanów, trzech audytorów8 trzech kapelanów i ja – wytrzymać już nie mogłem! Po nocach spać nie mogłem – a w dzień znowu nie mogłem pracować. 9 listopada spadła wiadomość, że Zielonki będą ewakuowane. W trzech dniach wszyscy mają się wynieść9. Wrażenie piorunujące zrobiło to na wszystkich. Zielonki miały się wynieść do Kleczy, do Radoczy, Tonie do Rybnej i Czułówka. […] Ludzie z Zielonek częścią ulokowali się w Branowie. Zamożniejsi po przedmieściach, biedniejsi pojechali do Kleczy pod Wadowice, z Toni ewakuowani byli do Rybnej do Czułówka, z Bibic do Rącznej. Tak cała parafia się rozproszyła z wyjątkiem Witkowic i Górki Narodowej. W niedzielę 11-go listopada odprawiłem sumę. Po sumie przemówiłem do ludzi. Mówić nie mogłem wiedząc co się dzieje z parafią. Ludzie dobrze odczuli, tak płakali, że jeden jęk był w kościele. W Krakowie polecił mi książę Biskup opiekę nad dwoma szpitalami rannych żołnierzy. Zatem w tym czasie zaopiekowałem się niemi i kościołem w którym odprawiłem msze św. W niedzielę jeździłem na sumę do Witkowic, gdzie po sumie chrzciłem i inne czynności duszpasterskie sprawowałem.
Na plebanii zaś zamieszkało wojsko gospodarując po swojemu, w budynkach gospodarczych rozlokowano konie, żywiąc je oczywiście sianem moim. W tym czasie ewakuacji poniosłem kolosalne straty. Wiele rzeczy przy wynoszeniu mi skradziono: lampy, krzesła, książek wiele, wiele pamiątek, wiele buraków, ziemniaków, siana, co gorzej zabrali wiele drzewa ze stodoły. Spalono parkany, na strychu zabrano wiele książek, nawet z kościoła skradziono 2 lichtarze, wiele świec i dywan. Niestety, nie można było w tym czasie nikomu nic powiedzieć, bo każdy żołnierz był panem, a już kapral, oficer a kapitan władcą życia i śmierci. Wiele strat i szkody ponieśli ludzie, żołnierze to świnie to krowy zabierali, z całą bezczelnością domy rozbierali. Pod stodołami palili ognie i grzali się – nie zważając, że stodoła się spali, w stajniach pod konie pszenicę niemłóconą ścielili, nie oszczędzali niczego i nikogo.

Na Boże Narodzenie wyjechałem naprzód do Witkowic. Tam odprawiłem 2 Msze św. potem pojechałem do Zielonek do kościoła, by tu odprawić Msze św. dla wojska. Przyjechawszy do Zielonek zastałem w plebanii pełno wojska, podwórze całe zabite wozami, budynki gospodarcze zajęte. Wrażenie zrobiło na mnie obozu wojennego. W kościele na Mszy św. było pełno wojska z majorem Fischerem na czele, który dyrygował ich śpiewem. Po Mszy św. zaprosił mnie na obiad do szkoły i tam razem z oficerami spożyłem obiad.

14199234_1090111427731687_8820691164799146731_n

W styczniu roku 1915 już jeździłem na sumę do kościoła. Ludzie przywiązani do swego kościoła z Krakowa po śniegu brnęli, by tylko w swoim kościele być na Mszy św. Wielce ciszyłem się tem objawem przywiązania do kościoła. […] W lutym wybrałem się do moich parafian do Kleczy. Ucieszyli się serdecznie na tem wygnaniu, a że książę Biskup ofiarował z komitetu dla ewakuowanych10 700 koron, zakupiłem z Panią Pelczar różnych rzeczy: płócien, chustek, by każdego tam obdarować. Ucieszyli się serdecznie widokiem mojem, wyspowiadali się i przyjęli Komunię św.

Na pierwszego marca pozwolono wrócić do Zielonek, kiedy Moskale usadowili się nad Nidą11. Radość wielka ogarnęła wszystkich na tę wiadomość, chociaż wiedziano, że w tym czasie żołnierze wiele poniszczyli. Z ochotą wielką wszystko wracało. I ja też czemprędzej przenosiłem się do Zielonek. Plebanię odrestaurowaną w 1913 r. zastałem kompletnie zniszczoną, ściany obite i zanieczyszczone, w pokojach pełno nawozu, zamki zepsute, szyby powybijane. W budynkach gospodarczych, w stajni zniszczone żłoby, w stodole też ściany rozebrane, parkany zniszczone, na podwórzu pełno nawozu. […] Energicznie zabrałem się do czyszczenia plebanii i budynków gospodarczych, zachęcając tem samym ludzi, by z tą samą energią w swoich gospodarstwach porządki porobili. Ludzie oczywiście zebrali się ochoczo do porządków. I powoli wieś do dawnego wyglądu wracała. Niestety nie wiedzieliśmy jak skończy się sytuacja nad Nidą – dlatego znów z niecierpliwością wyczekiwano wyniku tej sytuacji. Kiedy pomyślnie zakończyła się sytuacja dla Austryi i Prus – trochę w Zielonkach i w Toniach – w parafii ludzie odetchnęli…
J. Dąbrowski, Dziennik 1914-1918, Kraków 1977, s. 46, zapiska pod datą 15 XI 1914

Cała kronika parafii pw. Narodzenia NMP w Zielonkach obejmuje 3 tomy i poprowadzona jest od r. 1878. Te fragmenty spisane przez księdza Konstantego Łabądzia obejmują lata 1913-1920. Udostępnione przez dyrektora biblioteki publicznej w Zielonkach, zostały odczytane i opracowane przez: S. Białowiejską-Chuchmacz, M. Białowiejskiego i F. Bugajskiego.

Informacja jest nieścisła. Austro-Węgry po zamachu w Sarajewie ( 28 czerwca 1914) wystosowały 23 lipca stanowcze ultimatum do rządu serbskiego. 24 lipca w Austro-Węgrzech zarządzono częściową mobilizację. 25 lipca Serbia ogłosiła mobilizację i odpowiedziała negatywnie na ultimatum. Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii 28 lipca, nie zaś na św. Annę czyli 26 lipca.

Ksiądz kierował się zapewne głośnymi informacjami prasowymi o zwycięstwie I Armii austro-węgierskiej w bitwie pod Kraśnikiem ( 23-25 sierpnia 1914) w której brało udział wielu żołnierzy Polaków z I Korpusu Krakowskiego. W wyniku tej zwycięskiej bitwy, armia austro-węgierska posunęła się na przedpola Lublina, jednak nie udało się jej zająć miasta. Klęska 3. Armii pod Lwowem i odwrót wojsk na początku września 1914 r. zmusił 1. Armię do wycofania się z zajętego terenu Lubelszczyzny. Przez Zielonki z całą pewnością nie przeciągały wojska 1. Armii w tym nasz “13”. Przez Zielonki mogły natomiast już 8 sierpnia przeciągać wojska grupy Kummera działającej w Królestwie Polskim po Kielce i Sandomierz, w tym 7 Krakowska dywizja kawalerii, 95 praska dywizja pospolitego ruszenia i 106 ołomuniecka dywizja pospolitego ruszenia. W jednostkach tych służyło więc wielu Czechów i Niemców.

14199303_1090111537731676_4752820756256928984_n

W miejscowościach tych znajdowały się obiekty twierdzy Kraków, forty: 45 “Zielonki”, 45a “Bibice”, 44a “Pękowice”, z tej racji wsie objęte były rewersem demolacyjnym.

W październiku 1914 r. front przebiegał na linii Wisły. Wojska niemieckie i austro-węgierskie podjęły ofensywę na Warszawę i twierdzę Dęblin, która jednak pod koniec października, z powodu przewagi rosyjskiej zakończyła się odwrotem państw centralnych na linię Warty i wielką ofensywą rosyjską.

Przymusową ewakuację mieszkańców Krakowa nie posiadających przepustek pozwalających na pobyt w twierdzy ogłoszono już 7 listopada.

Biskup krakowski Adam Stefan książę Sapieha założył komitet dla ratowania ludzi dotkniętych klęską wojny, który w marcu 1915 r. otrzymał oficjalny statut i nazwę: Książęco-Biskupi Komitet Pomocy dla Dotkniętych Klęską Wojny (KBK).

Operacja limanowsko-łapanowska i generalna tzw. ofensywa grudniowa wojsk austro-węgierskich spowodowała przesunięcie frontu w odcinku 1. Armii na linię rzeki Nidy. Front ustabilizował się na tej linii aż do przełamania gorlickiego w maju 1915.

Literatura:
J. Dąbrowski, Dziennik 1914-1918, Kraków 1977
Kronika Kościoła Parafialnego pw. Narodzenia NMP w Zielonkach, t. II (w posiadaniu parafii)
H. Łukasik, Twierdza Kraków. Wokół krakowskiej twierdzy. Epizody, bohaterowie, ślady bitwy o Kraków 1914, cz. 4, Międzyzdroje-Kraków 2009

Mateusz Białowiejski