Moja pasja, moje życie

Moja pasja, moje życie

12 Wrz, 2014

 „Całe nasze życie to działanie i pasja. Unikając zaangażowania w działania i pasje naszych czasów, ryzykujemy, że w ogóle nie zaznamy życia…”

Herodot

Moja pasja, moje życie

Bernadeta Walczak jest osobą nietuzinkową. Urodziła się wprawdzie w Krakowie, jednak całe swoje życie spędziła w  Zielonkach. Od dzieciństwa wrastała w ten krajobraz, folklor, naturalny cykl życia i pracy. Nie została rolnikiem, podobnie jak większość mieszkańców tej podkrakowskiej miejscowości, swoje życie zawodowe wiążąc z Krakowem. Jednak nie wyobraża sobie  mieszkać gdzie indziej. Tu zna każdy przysłowiowy kamyk, słucha szumu drzew i plusku przepływającej obok jej domu rzeki. Miłość do natury i zapał do pracy został jej przekazany przez rodziców. Jej pasją stał się przydomowy ogród z uroczym oczkiem wodnym porośniętym nenufarami oraz rzadkimi gatunkami krzewów ozdobnych i kwiatów.

Jako nieoceniona artystka dała się poznać w roku 2012 przy okazji przygotowań do gminnych dożynek. Podjęła się wówczas zadania, zdawać by się mogło niemożliwego – zaprojektowania i wykonania wieńca dożynkowego, innego niż wszystkie dotychczas.

Szybko powstał projekt i p. Bernadeta zaczęła tworzyć….Powstała piękna krakowianka, ze złotym, słomianym warkoczem, w kwietnym wianku na głowie. Została nazwana Marysią, a piękna była co się zowie. Powstała z tego co rodzi ziemia: zbóż, słomy, traw, maku. Jej gorset zdobiły misternie przyszywane koraliki z grochu, przewierconego wiertarką. Zachwycał też koronkowo wykonany fartuszek. Ofiarowana podczas uroczystości dożynkowych na ręce komendanta Jana Palimąki z okazji jubileuszu 110 – lecia OSP w Zielonkach, po dwóch latach pobytu w holu książnicy, została we wrześniu tego roku przewieziona do Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie, w uroczystej asyście młodzieży z gminy Zielonki w strojach krakowskich, pań z Zespołu Śpiewaczego „Zieleńczanki”, pracowników biblioteki oraz mieszkańców Zielonek. Teraz będzie mogła zachwycać wszystkich odwiedzających muzealne zbiory.

Kiedy późną wiosną 2013 roku Marzena Gadzik-Wójcik – członek rady sołeckiej w Zielonkach, zaproponowała udział Biblioteki w Zielonkach w corocznej, krakowskiej Paradzie Smoków, nie mogło być innego wyboru.

 

 

Pani Marzena tak wspomina to wydarzenie: Bernatka, skromna kobieta z Zielonek – zagaiła mnie na przednówku 2013 roku – Nie wie Pani dlaczego nasza szkoła nie bierze udziału
w Paradzie Smoków organizowanej przez Teatr Groteska?  Nie bierze, to fakt, my też – Sołectwo Zielonki – zresztą nie, bo nie ma wśród nas osoby, która stworzyłaby tak wielkiego stwora – usłyszała ode mnie ta wiecznie uśmiechnięta, pogodna dziewczyna. „Ja Wam zrobię – szybko deklaruje- tylko zgłoście się”.  Czyż to nie jest niezwykłe nawiązanie znajomości?

Zaczęły się mozolne prace nad projektem, wyborem materiału, w końcu stworzeniem smoczyska. Tu wypada wspomnieć o małżonku naszej bohaterki  – p. Arturze Walczaku, który wspiera ją w pracach z zakresu metaloplastyki i wszelkich pracach konstrukcyjnych.

Wysoki, kilkumetrowy Zielonek – bo takie otrzymał imię, miał trzy głowy, które zdobiły różne czapy: jedna ze słomy, drugą z wydźwiękiem  ekologicznym stworzono z pozostałości taśm magnetofonowych, trzecia miała charakter lokalny – była to wysoka czapka pucheroka, ozdobiona różnokolorowymi paskami pociętej bibuły. Przyjacielski smok z Zielonek, kroczący ulicami starego grodu w asyście pucheroków, wzbudzał ogromne zainteresowanie i zachwyt widzów.

Kolejną odsłoną talentu Bernadety Walczak był jej udział, w sierpniu 2013 roku, w organizowanym przez Instytut Dziedzictwa konkursie „Cudowna Moc Bukietów” na najpiękniejszy bukiet zielny. Zwyciężyła w nim bezapelacyjnie wygrywając m.in. nagrodę w postaci wyjazdu do Brukseli.

Była już wówczas członkiem Bibliotecznych Warsztatów Plastycznych, działających przy bibliotece w Zielonkach, gdzie służyła chętnie radą i pomysłami. Cotygodniowe spotkania z paniami kochającymi wszelkie prace manualne zaowocowały wkrótce kolejnymi wytworami „zręcznych rąk”. Na prośbę dyrektora biblioteki, wykonała „pająka” – eksponat do powstającej wówczas Izby Regionalnej. Cała trudność polegała na tym, że do dyspozycji były tylko zdjęcia tej ozdoby dawnych wiejskich izb, dostępne w Internecie bądź książkach. Sama technika wykonywania poszczególnych elementów „pająka”, a później łączenie  go w całość, to już pomysł zdolnej zielonczanki. W pracach pomagały jej wytrwale panie z bibliotecznych warsztatów, pozyskując przy tym nowe umiejętności i wiedzę.

Wtedy też rozwinęła się jej współpraca z zielonecką biblioteką i jej filią w Węgrzcach. Poproszony o krótkie scharakteryzowanie Bernadety Walczak, dyrektor Zieliński powiedział: o Bernadecie Walczak można powiedzieć, że jest człowiekiem bardzo rzadkiego usposobienia. Główną cechą jej charakteru jest bezinteresowność i praca na rzecz społeczności lokalnej. Dała się poznać – dodał – jako osoba bardzo pracowita, umiejąca doskonale zorganizować sobie czas wolny, kreatywna. Zaskakuje tym, że potrafi wykorzystać i przerobić w produkt plastyczny to, co inni by wyrzucili. Tak naprawdę jedyną zaporą jej działalności jest tylko jej fantazja. Chciałbym też podkreślić jak bardzo jesteśmy wdzięczni Bernadecie za dotychczasową współpracę z naszą biblioteką. Wierzę głęboko, że to współdziałanie zaowocuje w przyszłości jeszcze wieloma projektami, które służyć będą mieszkańcom naszej miejscowości i gminy.

Z ogromnym zaangażowaniem współorganizowała w bibliotece warsztaty plastyczne dla przedszkolaków. Uczyła najprostszych technik decoupage’u czyli ozdabiania różnych przedmiotów wzorami wyciętymi z papierowych serwetek,  a zachwycone zajęciami dzieci przygotowywały pod jej opieką prezenty dla swoich mam. 

Wspólnie z Marzeną Gadzik-Wójcik przygotowały cykl warsztatów plastycznych dla dzieci. W grudniu 2013 r. rodzice wraz ze swoimi pociechami spotkali się, by pod kierownictwem i fachowym doradztwem, przygotować podłaźniczkę – poprzedniczkę świątecznej choinki, niegdyś zawieszaną w wiejskich izbach w okresie Bożego Narodzenia. Wiosną pomagała wszystkim zainteresowanym wykonać czapkę pucheroka i ozdobić świąteczną pisankę. Już w maju z pomocą męża Artura oraz pań Janiny Gadzik, Marty Snoch i Marzeny Gadzik-Wójcik, zajęła się tworzeniem smoczycy Białuszki, według projektu Magdaleny  Przewięźlikowskiej. Złotowłosa piękność, w regionalnym wieńcu na głowie oczarowała jurorów krakowskiego konkursu przynosząc delegacji biblioteki w Zielonkach II miejsce w kategorii Instytucje Kultury.

Marzena Gadzik-Wójcik dodaje – Zamiast narzekania- jakże często słyszanego – dlaczego to nie zrobione, a powinno, dlaczego „oni tego nie robią”, albo jeszcze smutniejsze – „to się nie uda, nie warto nawet zaczynać”, po prostu bezinteresowne „zrobię to”. Jakże mogłam nie wykorzystać tego zapału. Musiałam zrobić wszystko by nie zmarnować entuzjazmu Bernatki, jej altruizmu. Tak pięknie zaczęła się  stała współpraca Bernadety ze mną, z Sołectwem Zielonki, biblioteką. Bernatka nie tylko odpowiada na potrzeby innych,  bierze udział we wszelkich polecanych przedsięwzięciach wyrażanych różnymi formami plastycznej działalności, to człowiek, który inspiruje, zachęca do działania innych. Sprawdza się w roli konsultanta, instruktora, animatora. Praca z Bernatką jest dla mnie wielką przyjemnością.

Skromna artystka nie próżnowała też w czasie wakacji. Już w połowie sierpnia pomagała zorganizować warsztaty florystyczne kompozycji bukietów maryjnych w zieloneckiej bibliotece. Dzięki niej do dyspozycji uczestników  zajęć były zarówno kłosy zbóż, trawy, gałązki lip i głogu, jabłka jak i mnóstwo różnokolorowych kwiatów. Następnego dnia
w święto Matki Bożej Zielnej sama stanęła w szranki na Małym Rynku w Krakowie, zdobywając drugie miejsce w konkursie na najpiękniejszy „Tradycyjny Bukiet Zielny” oraz drugie miejsce w kategorii „Bukiet Florystyczny”.

Urzekła jurorów skromną, i przez to niezwykle piękną, kompozycją zielną z mięty i rumianków. Towarzyszyła jej mama, p. Anna Palimąka, która również została doceniona w krakowskim konkursie, dodatkowo zachwycając wszystkich widzów wspaniałym strojem krakowskim i koralami. Można się pokusić na stwierdzenie, że obie Panie są ambasadorkami krzewienia pięknej tradycji wsi podkrakowskiej.

Podobnie jak przed dwoma laty, Bernadeta Walczak  podjęła się tego lata wykonania dożynkowego wieńca dla sołectwa Zielonki. Tym razem powstała postać Matki Bożej w białej sukni wykonanej z płatków ryżowych  i niebieskim płaszczu z farbowanej kaszy. Po gminnych dożynkach, w dniu parafialnego odpustu, wieniec został przeniesiony w uroczystym korowodzie z biblioteki do kościoła parafialnego w Zielonkach, gdzie spoczął w kaplicy Matki Bożej Zwycięskiej. 

Marta Snoch, od kilku lat mieszkanka Zielonek, zaprzyjaźniona z zielonecką biblioteką, opowiada o Bernadecie z entuzjazmem: i Bernadeta i jej mąż, są niezwykle życzliwi. Nie trzeba ich prosić, ani przekonywać do pomocy czy współpracy – nawet przy najbardziej szalonych projektach. Dla nich nie ma rzeczy niemożliwych. Jest pomysł i Bernadeta już wymyśla jak to zrobić, Artur „koryguje” szalony projekt i bierze się za „stronę techniczną”.  A praca z nimi, nawet pod presją czasu, jest fantastyczna! Jest wesoło, twórczo, nikt nie narzeka. Mnie fascynuje sposób w jaki Bernadeta kreatywnie podchodzi do robótek artystycznych. Dla niej nie ma „dzieła”, którego nie da się stworzyć! I zawsze jest uśmiechnięta!

A jak to się zaczęło? Bernadeta Walczak skromnie odpowiada: zaczęło się od drobnych rzeczy wykonywanych w  domu dla siebie, potem dla bliskich i znajomych w pracy na prezent. Dzieci były już duże, miałam coraz więcej czasu dla siebie, trzeba go było mądrze wykorzystać. Zamiłowanie do takich robótek odziedziczyłam chyba po mamie, która pięknie haftuje. Zaczynałam od robienia kilimów, właśnie wspólnie z mamą. Mąż mnie popiera, pomaga, bardzo mi pomaga, to muszę podkreślić.

Na pytanie czy rodzina, a zwłaszcza dzieci są z niej dumne, odpowiada: z tego co wiem to tak. Ale jak na razie to nie chcą mi jeszcze pomagać. Córka Bożena, twierdzi, że jeszcze nie jest gotowa, brakuje jej cierpliwości.

Może to prawda, wszak i naszej bohaterce brakowało cierpliwości, dlatego nie zajęła się misternym haftowaniem gorsetów do krakowskiego stroju, jak jej mama, ale tysiącem innych projektów. Stroiki, bombki choinkowe czy wielkanocne jajka z niezwykłymi wzorami ażurowymi, wywierconymi małą wiertarką to prawdziwe perełki.

Wydaje się, że zasób jej pomysłów nigdy się nie skończy. Bo trzeba mieć pasję i działać, inaczej nie zaznamy życia…

Joanna Rosa

Bibliotekarz

Biblioteki Publicznej w Zielonkach