Stanisław Wyspiański – krakowski artysta na węgrzeckiej ziemi.

Stanisław Wyspiański – krakowski artysta na węgrzeckiej ziemi.

6 Paź, 2014

Stanisław Wyspiański przyszedł na świat w Krakowie, w domu swoich dziadków, przy ul. Krupniczej 26,  15 stycznia 1869 r. w rodzinie rzeźbiarza Franciszka Wyspiańskiego  i Marii Wyspiańskiej, córki znaczącego w Krakowie kupca Mateusza Rogowskiego. Dziadkowi temu zresztą Staś zawdzięczał swoje drugie imię. Działalność artystyczna, a potem rzemieślnicza ojca, miały niewątpliwie wpływ na kształtowanie się artystycznej duszy młodego Wyspiańskiego, który do pracowni ojca mieszczącej się u stóp Wawelu chadzał będąc chłopcem i jak sam pisał “co czułem,  to później w kształty mej sztuki zakułem…”

 

Jednakże bieda, brak zaradności Franciszka  oraz choroba, a następnie śmierć matki spowodowały, że młody Wyspiański wychowywał się u krewnych. Sceną życia Wyspiańskiego był poza 4 latami młodości paryskiej (która jakże znamienny wpływ miała na stan zdrowia artysty) był gród podwawelski i jego okolice.

Wybaczcie Państwo, moją skłonność przewodnicką, ale jakże nie przedstawić choć pokrótce miejsc krakowskich związanych z pobytem Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie. Pisze z pobytem, a nie działalnością czy twórczością Wyspiańskiego, bo tych byłoby znacznie więcej niż pozwala zakres niniejszej prezentacji.

Wyspiański wędrował po Krakowie i często zmieniał miejsce swojego pobytu. Z rodzicami zamieszkał po urodzeniu w słynnym dziś Domu Długosza przy ul. Krupniczej 25, stamtąd po śmierci brata i matki przeniósł się do domu wujostwa Kazimierza i Joanny Stankiewiczów, do kamienicy przy ul. Kopernika 1 – dziś mieści sie tam wybudowany w 1963r. Dom Turysty PTTK, obecnie Hotel Wyspiański. Następnie z wujostwem przeprowadził się na II piętro kamienicy przy  ul. Zacisze1 mieszczącej wówczas w parterze hotel Centralny. Z okien mieszkania rozpościerał się  piękny widok na Barbakan i Planty. Rozbudowa hotelu wymusiła przeprowadzkę do kamienicy przy ul. Kolejowej 1 (obecnie Westerplatte – miejsce wejścia do podziemnego przejścia). W tym czasie w pracowni przy ul. Grzegórzeckiej artysta projektował witraże do kościoła franciszkanów. Dzieło twórcy Wesela pod tytułem STAŃ SIĘ – Bóg Ojciec możemy dziś oglądać, w pełnym blasku, bo po tegorocznej renowacji, w zachodnim oknie kościoła przy ul. Franciszkańskiej, tuż nad chórem.

W lipcu 1898 r Stanisław wynajął na pracownię mieszkanie w domu u zbiegu Placu Mariackiego nr 9 i Rynku Głównego nr 4. W 1907 dom ten rozebrano, w jego miejscu stoi dziś secesyjna kamienica. W tym czasie Wyspiański był zameldowany przy ul. Szlak 23, u swojej narzeczonej, Teofilii Pytko, a mieszkał de facto z ciotką Joanną Stankiewicz przy ul. Poselskiej 8 ( dziś to nr 10).

W roku 1901 Stanisław Wyspiański otrzymał nagrodę przyznaną przez Akademię Umiejętności za witraże wawelskie. Mógł więc wynająć samodzielne, obszerne, bo siedmiopokojowe mieszkanie na II piętrze kamienicy na rogu Al. Słowackiego przy ul. Krowoderskiej 79 (stojącej tu do dziś). Zamieszkał z całą swoją  rodziną, ożenił się bowiem w 1900 r. ze wspomnianą  wcześniej Teofilą,  wtedy matką trójki dzieci, w tym dwójki Pana Stanisława. Tu miał swoją pracownię słynną na Kraków i istniejąca zresztą do dziś – choć w rękach prywatnych- tzw. szafirową. Według anegdoty, na drzwiach wisiała kartka o treści: Tu mieszka Stanisław Wyspiański i prosi, aby go nie odwiedzać. Wcześniej pomieszczenia na  pracownie udostępniał mu prof. Julian Fałat – ówczesny rektor Akademii Sztuk Pięknych, której Wyspiański był najpierw słuchaczem, potem studentem i wreszcie na koniec swego życia  profesorem (1906). W Akademii Wyspiański prowadził katedrę malarstwa dekoracyjnego i kościelnego i zajmował się – jakże bliską mi -problematyką opieki nad zabytkami.

“Twórczość Wyspiańskiego obejmuje różne dziedziny sztuki wzajemnie się dopełniające w wizjonerskiej syntezie”. Wyspiański malował pejzaże, portrety, autoportrety, brał na tę okoliczność udział w wielu konkursach, wystawiał w kraju i za granicą,  projektował witraże do kościołów i katedr, malowidła ścienne, meble, kostiumy teatralne i scenografie i …….pisał, pisał pisał dramaty, rapsody.  Napisał  37 tekstów dramatycznych – taką samą ilość jak William Shakespeare. Jego  dramaty nawiązują do tradycji dramatu antycznego i szekspirowskiego. Dzieła literackie Wyspiańskiego to żywe komentarze np.  powstania listopadowego w: Warszawiance, Lelewelu, czy Nocy listopadowej; a w swoistej trylogii ideowej, czyli Weselu, Wyzwoleniu  i Akropolisie przedstawił rozrachunek z Polską mu współczesną.

Był tłumaczem literatury, działał aktywnie na polu kultury – kandydował, choć bez sukcesu na stanowisko dyrektora Teatru Miejskiego w Krakowie, tam też wystawiał swoje sztuki, był społecznikiem, członkiem krakowskiej Rady Miejskiej, założycielem Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka”, kierownikiem artystycznym pisma „Życie” .

Nie pisze tego bez powodu, bowiem artysta tak wielostronny, ale jednolity w swym działaniu, żył zaledwie 38 lat, a stworzył  tak wiele i to nie tylko działa dramatyczne i malarskie, ale idee, nurty, które wykorzystano później, stąd określenie “czwarty wieszcz”. Cały jego cykl działalności artystycznej obejmuje niespełna 18 lat,
a twórczość dramatopisarska, która wywarła najpotężniejsze wrażenie to okres zaledwie lat dziewięciu, działalność teatralna, inscenizatorska to zaś tylko cztery lata. Jeśli to wszystko weźmie się pod uwagę i zestawi się z tym, co w tym czasie dokonał Wyspiański, chory przez 10 lat,  trudno się oprzeć zdumieniu. Mało jest takich przykładów wśród nam dziś współczesnych, którzy mogą poszczyć się takim dorobkiem i efektywnym działaniem w tak krótkim czasie.

Ale wróćmy do tematu.

Z pobytów w Paryżu przywiózł Pan Stanisław nie tylko  wiedzę, nowe spojrzenie na sztukę, teatr, przywiózł głowę pełną nowatorskich pomysłów, teki rysunków, sukcesy czy drobne niepowodzenia konkursowe, ale niestety i chorobę, wówczas nieuleczalną. W czasie jednego z pobytów zaprzyjaźnił się i stale współpracował z Paule’m Gauguinem. Dzielił z artystą nie tylko pracownię, ale i modelkę o wdzięcznym imieniu Annaoh, od której tak on jak i jego przyjaciel zarazili się chorobą weneryczną (kiłą), która doprowadziła Paula do śmierci już w 1903 r., a Wyspiańskiego cztery lata później.

To walka z chorobą i perspektywa śmierci, osierocenia dzieci, pozostawienia żony zmusiły Wyspiańskiego do poszukiwania docelowej siedziby dla rodu, z dala od zgiełku,  niewielkiego na onczas Krakowa, ale jednak miasta. Poszukiwania oparł Wyspiański w pierwszej kolejności o ojcowiznę swojej małżonki czyli Konary. Jednakże zabiegi o pozyskanie dóbr czynione przez jego notariusza, Pana mec. Juliusza Mycińskiego nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Podobnie niepowodzeniem zakończyły się starania o objęcie krakowskiej wilii Sielanka Oszackich położonej w malowniczym pejzażu Kopca Kościuszki. Rozpatrywał także Wyspiański nabycie domu w Delatyniu, gdzie osiadła siostra Teofilii. Dobór miejsca zamieszkania determinowały  finanse rodziny, które niezależnie od rozmiaru działań twórcy Wesela nie były aż tak znaczne, by nie stanowiły problemu. Był skłonny, a nie czynił tego wcześniej, oddać pod zastaw swoje obrazy Miejskiej Kasie Oszczędności w Krakowie, by pozyskać niezbędne środki na zakup podmiejskiej posiadłości. Ostatecznie – 28 czerwca 1906r.- wybór padł na całkiem spore gospodarstwo w Węgrzcach pod Krakowem. Mająteczek ok 30 morgów z pięknym domem, stajnią, stodołą, szopą, budynkiem inwentarskim, własną studnią, z rozległymi polami i stawem został nabyty od kolegi Stanisława z lat szkolnych Ludwika Janikowskiego za 27 tysięcy koron aktem notarialnym, spisanym we wrześniu 1906 r przez Edmunda Klemensiewicza. Na zakup Wyspiański przeznaczył otrzymaną wówczas nagrodę im. Barczewskiego za cykl Widok z okna pracowni na Kopiec Kościuszki. Pan Ludwik Janikowski otrzymywał należności ratalnie jeszcze długo po śmierci artysty.

Wyruszmy zatem z Wyspiańskimi (Stanisławem, Teofilą, Teodorem-dzieckiem przysposobionym; Helenką, Mieciem i Stasiem, który urodził się po ślubie rodziców),   z Krowoderskiej – wówczas nr 157 , dziś nr 79 do Węgrzc, przygranicznej (pamiętamy to czasy rozbiorów) wioski podkrakowskiej, gdzie, jak wspominał Stefan Żeromski: “obieszczyk z karabinem na ramieniu przechadzał się tuż poza tym galicyjskim osiedlem, w opłotkach prowadzących do zupełnie innego państwa, do imperium moskiewskich carów.”

Jedziemy jak oni wówczas furką prowadzoną przez ich węgrzeckiego sąsiada Waśkę, którego syn po śmierci artysty został drugim mężem Teofilii. Jedziemy “doskonałej jakości szosą warszawską”- jak ją opisywał ówcześnie dziennikarz Konstanty Srokowski – “tuż obok najdalej na północ usypanego fortu, (…)  by skręcić na prawo i ujechawszy kilkaset kroków lada jaką drogą wiejską”, wjechać “w sam środek wsi […] Minąwszy kilka chat wiejskich”‘ stajemy “wreszcie na wąskiej uliczce przed sporym domem, który wśród sąsiadów swoich wyróżnia się rynnami, blaszanym dachem i zakratowanymi oknami”.

Przed nami jawi się pięknie dom bielony, na wysokiej podmurówce. Wejdźmy do środka, od strony od podwórza, po kilku schodkach, przez oszkloną werandkę,  długą, wąską sienią, która prowadzi na lewo do jadalni i kuchni, na prawo zaś do pokoju chłopców i dalej znajdującej się za nim sypialni. Największą izbę w domu – z oknem od frontu – zajmuje szafirowa pracownia artysty, na wzór tej krakowskiej z Krowoderskiej, Wejdźmy do niej. Jest duża, choć dość niska, cała na niebiesko wymalowana, ma jedno okratowane okno. Wzdłuż ścian – spójrzcie- tych krótszych zawieszone są dwie półki z książkami, a cóż znajduje się w tym księgozbiorze? Wśród licznych grzbietów odczytać można tytuły potwierdzające bogate zainteresowania poety. Przeważa historia polska i dzieła o sztuce, prace historyczne, kroniki, pamiętniki w oryginalnych, naukowych wydaniach. W jednym kącie izby zgromadzone zostały płótna w ramach, czekają by stać się podstawą przyszłych arcydzieł malarskich, czy jednak tak się stanie? Artysta nie domaga, ciałem szarpią bóle, prawa ręka choć zawinięta w deszczułki ledwie trzyma ołówek. Ale wróćmy do zwiedzania. W drugim kącie kilka rzeźb, obok pult z wielka księgą, nad pultem portret ojca artysty Franciszka Wyspiańskiego własnoręcznie odmalowany przez twórcę Wyzwolenia. Dalej misterny bukiet – wieniec ze zboża, przeplatany krakowskimi wstążkami i stół nakryty czerwonym suknem. Ten purpurowy akcent wystroju wiejskiego domu intensywnie kontrastuje z kolorem ścian i został zapamiętany przez licznie odwiedzających Wyspiańskiego gości, a bywali tu wówczas najznamienitsi literaci Władysław Reymont, Leopold Staff, Stefan Żeromski, malarze Józef Mehoffer aktorzy  reżyserzy i scenarzyści Irena Solska, Stanisława Wysocka, Jerzy Leszczyński, czy Karol Frycz, a także historyk kultury Adam Chmiel, historyk literatury Józef Kallenbach.

Czyż nie był to niezwykły dom wielkiego krakowskiego artysty malarza, poety, dramatopisarza i prostej niepiśmiennej kobiety?  Szkoda, że nie przetrwał do dziś, znajdujący się  w jego sąsiedztwie staw zasypano, gdy utopiła się w nim krowa, sam zaś dom na skutek działań  pierwszowojennych uległ znacznym zniszczeniom i częściowo go rozebrano. Dzieła dokończył pożar, który dwukrotnie w latach dwudziestych nawiedził to miejsce. Zginęło wszystko co cenne zostało po Wyspiańskim, meble i drogie pamiątki.

Z domu nie zostało dziś już nic, a znajdujący się  prawie w jego miejscu obelisk jest jedyną pamiątką po Wyspiańskim na węgrzeckiej ziemi, ale czy naprawdę?

Otóż nie. Pobyt Wyspiańskich w Węgrzcach pozostał w opisach mu współczesnych, w pamięci mieszkańców tej wsi, którzy od jakiegoś czasu aktywnie kultywują urodziny wspaniałego twórcy młodopolskiego w barwnym, regionalnym korowodzie składając kwiaty  przy obelisku z okazji imienin Stanisława Wyspiańskiego.

Powspominajmy zatem jak wyglądał ten krótki, bo raptem 15 miesięczny pobyt Stanisława Wyspiańskiego w Węgrzcach.

Początkowo w Węgrzcach owo czyste wiejskie powietrze i odpowiedni tryb życia  spowodowały, że artysta powoli wracał do zdrowia i już wiosną 1907 r.  mógł samodzielnie poruszać się po pokoju, a nawet wybrać się do Krakowa,  do teatru, choć z wejściem na piętra miał już znaczny kłopot. Ta poprawa stanu szybko została wykorzystana przez dramatopisarza. Wyspiański wzmógł prace na tłumaczeniem Cyda Corneille’a i pisaniem kolejnego w swej karierze dramatu historycznego, tym razem o Zygmuncie Auguście i Barbarze Radziwiłłównie oraz Juliuszu II. Skoczył korektę “Sędziów” oraz “Powrót Odysa”. Wiele w tym czasie zawdzięczał ciotce Stankiewiczowej, której w stanach zmęczenia dyktował teksty. Siłami witalnymi chwalił się przyjaciołom, informując np  Adama Chmiela, że stan ręki poprawił się, a ciężar choroby zelżał na tyle by mógł spokojnie czytać, a treści przeczytanych książek poukładać w głowie, by móc je wykorzystać w przyszłości.. Zaś Konstantemu Srokowskiemu mówił: “Kto przyzwyczajony jest do myślenia, u tego kolo myśli nie zamyka sie łatwo – I tak oto siedzę lub leżę, a myśli przewalają mi się przez głowę niby strumień. Zasypiam i śnią mi sie dramaty, jakieś moje niby i nie moje. A obudziwszy się, zapominam je. Znowu kłębią  się myśli” Plany zatem twórcze miał wybiegające znacznie dalej niż pozwoliła w rezultacie choroba.

Jeszcze w 1907r. dramat Zygmunt August ukazał się w “Przeglądzie Powszechnym” i “Krytyce”, a Cyda wystawiono na deskach teatru krakowskiego z rolą Stanisławy Wolskiej jako Infantki.

Z okna pokoju węgrzeckiego domu rozpościerały się piękne wiejskie widoki, które Wyspiański utrwalał na rysunkach, ledwo operując obolałą ręką, którą bliscy mocowali mu w deseczki tak, by mógł utrzymywać w niej ołówek. Do nielicznych wykonanych w Węgrzacach rysunków należy niewątpliwie Autoportret artysty wiernie przedstawiający stan choroby, zmiany w wygładzie wynikłe z wychudzenia, zapadnięcia chrząstki nosowej, zwężone z bólu źrenice, zmęczenie walką o życie.

Ciało fizycznie cierpiało, ale umysł gnał do przodu nie tępiony morfiną, stąd wielu odwiedzających Stanisława podkreślało, że “tylko oczy jak dawniej jasno niebieskie, władcze, mądre, oczy pełne błyskawic i woli nieugiętej (..) oczy walki (…). Zapomnieliśmy o jego chorobie, o nędzy jego  ciała, o śmierci i o wszystkim; porwał nas swoją żądzą czynu i poniósł w bezkresy marzeń” . To opis z wizyty  Władysława Reymonta i Leopolda Staffa, a oto relacja Stanisławy Wysockiej “figurka wychudzona, maleńka, wymowa bełkocząca. Ale za to jaka świeżość umysłu. Mówił prawie bez przerwy, jakby chcąc powetować sobie stracony czas w samotności i milczeniu. Ten niegdyś milczący człowiek, oszołomił mnie swoją żywotnością i zainteresowaniem wszystkim co się działo w mieście. Opowiadał o swoich planach, o dwóch sztukach które układały  mu siew  wyobraźni”, czy  wreszcie Aleksandra Skotnickiego “Duch silny, geniusz jakby na przekór gnijącemu ciału rósł w potęgę. Tragiczny konflikt potęgi i ducha z niemocą ciała”.

Państwo Wyspiańscy szybko zasymilowali się z okoliczną ludnością, Zorganizowali w sierpniu 1907 r. wielkie, coroczne w tej wsi, dożynki. Od mieszkańców, siedzący na wózku inwalidzkim Wyspiański, bo już wówczas dr. Parmeński zdiagnozował u niego ciężka chorobę nerek, otrzymał dożynkowy wieniec, który ozdobił wnętrze jego pracowni, w zamian za to Państwo Wyspiańscy ugościli sąsiadów. Na dożynki przybyli także przyjaciele i znajomi z Krakowa. Zgodnie z tradycją zorganizowano zabawy i pochody z przebierańcami.

Zabawa i tańce trwały, mimo słabego zdrowia ich organizatora, bardzo długo, radość przynosząc nie tylko dzieciom Stanisława, ale i jego żonie, wirującej z parobkami w tańcu, niewiele zajmując się mężem. To właśnie brak należytej opieki ze strony żony był argumentem ciotki Wyspiańskiego Pani Joanny Stankiewiczowej przeciw zamieszkaniu w Węgrzcach. Znała Pani Stankiewiczowa stosunek Teofili do męża, która nierzadko zarzucała mu zasłanianie się chorobą przed pracą. Z relacji współczesnych Wyspiańskiemu wynika, że żona nie poświęcała choremu należytego czasu, pozostawiając go często zaniedbanego. Dowodem tego sądu niech będzie relacja z pamiętnych dożynek przyjaciela Wyspiańskiego, scenarzysty i reżysera  Karola Frycza, który tak opisał stosunek małżonków do siebie, „Wynędzniały Wyspiański siedział na fotelu podobny do Piotrowina, z bladej twarzy zostały tylko wielkie oczy pełne błękitu, wciąż żywe. Wzrok przebiegał po śpiewających, po roztańczonych […] uśmiech przebijał się przez żałość skazanego na śmierć, podobny do promienia […] Często gasł gdy w gromadzie ukazywała się żona […] w kwiecistych spódnicach, przebierająca nogami do tańca. Umordowałam się. Pięknie? A ty? Wesoła jesteś bawisz się – odpowiadał  – to dobrze, to dobrze.

A żona nie tając swoich uczuć i myśli patrzyła z góry na łazarza z politowaniem, aż Wyspiański skurczył się i zapadł. Odwróciła się nagle chwycona przez parobka i runęła w otchłań tańca”

Wbrew pierwotnym diagnozom lekarskim, stan zdrowia Wyspiańskiego stale się pogarszał, a niefrasobliwość żony Wyspiańskiego w gospodarowaniu finansami spowodowały, że i te zaczęły podupadać i ratując domowy budżet artysta wyprzedawał swoje obrazy. Zamierzał także wyzbyć się i rękopisów, których oprawę powierzył najlepszemu wówczas i znanemu w Krakowie introligatorowi Robertowi Jahondzie. Do sfinalizowania tej transakcji jednak nie doszło. Autor Wesela, leżał po dożynkach całymi dniami samotnie, życie w nim gasło, a  dolegliwości wzmagały się, co wobec braku należytej diety i opieki zmusiło artystę do opuszania węgrzeckiego domu i udania się z powrotem do Krakowa, do “Domu zdrowia” Maksymiliana Rutkowskiego przy ul. Siemiradzkiego 1. I choć początkowo w zakładzie poczuł się lepiej to już po paru dniach stan zdrowia uległ znacznemu pogorszeniu. Mimo tego – jak wspomina Lucjan Rydel ( przyjaciel Wyspiańskiego) z ostatniego z nim spotkania „(..) niedowładu, drżenia rąk i bezsenności do końca pisał, a raczej dyktował dramat Zygmunt August, prosił o nowe książki dla zorientowania się w meandrach historycznych”.

Pisał, tworzył i…. 28 listopada 1907 zgasł, pogrążając w żałobie społeczeństwo Krakowa, a myślę, że i Węgrzc, choć prosił Wyspiański w wierszu napisanym 22 lipca 1903r. w Rymanowie “Niech nikt nad grobem mi nie płacze, krom jednej mojej żony,(…)”

 

Ciało Stanisława Wyspiańskiego złożono w krypcie Opactwa oo. Paulinów na Skałce, 2 grudnia 1907 r. przenosząc je w uroczystej  procesji z Katedry Mariackiej mimo, że “wieszcz” tego nie chciał, bo pisał:

Gdy przyjdzie mi ten świat porzucić

 

Gdy przyjdzie mi ten świat porzucić,

na jakąż nutę będę nucić

melodię zgonu mą wyprawną?

Rzuciłem przecież go już dawno.

 

Już dawno się przestałem smucić

o rzeczy miłe mnie stracone.

Miałyżby smutki jeszcze wrócić,

kraść, co już dawno ukradzione.

 

Przecież już dawno się wyzbyłem

marzeń o utraconym raju.

Żyję, by zwało się, że żyłem…

nad jakąś rzeką, w jakimś kraju…

 

Nad jakąś rzeką, w jakimś mieście,

gdzie ślubowałem ślub niewieście,

gdzie dom stworzyłem jej i sobie

z myślą o jednym wspólnym grobie.

 

A na tym grobie, wspólnym domie,

niechże mi wichr gałązki łomie,

gałązki zeschłe, zwiędłe, kruche

w jesienną deszczną zawieruchę.

 

Tak samo będę słuchał w grobie,

jak deszcz po świecie pluszcze sobie,

jak słucham deszczu za tą ścianą –

i wiem, że znów się zbudzę rano.

 

Niechże mi rano słońce świeci,

niech świeci jasno, mocno grzeje

Nad grób niech moje przyjdą dzieci

i niech się jedno z nich zaśmieje.

7.VII.1903, Rymanów

 

 

 

Opracowano na podstawie:

·         Krystyna Zbijewska :Krakowskim szlakiem Stanisława Wyspiańskiego, Wydawnictwo PTTK “Kraj”, Warszawa-Kraków 1986r..

·         Wojciech Natanson: Stanisław Wyspiański Próba nowego spojrzenia Wyd. Poznańskie 1969 r.

·         Leon Płoszewski: Wyspiański w oczach współczesnych Wydawnictwo Literackie Kraków 1971r.

·         Doboszewska, Kalendarz z życia i twórczości Stanisława Wyspiańskiego, Kraków 1995r.

·         B. Skotnicki, Historia krótkiego życia naznaczonego piętnem choroby, „Alma Mater” 2007r.,nr 97

·         dr Kamila Podniesińska:  – Muzeum Narodowe w Krakowie opracowanie zamieszczone na stronie Biblioteki Publicznej w Zielonkach

·         http://www.bibl.plock.pl/kalendarium.htm

·         http://www.rp.pl/artykul/965044.htm

·         http://www.youtube.com/watch?v=lyJ2r58xipM&list=RDlyJ2r58xipM#t=0

 

·         http://www.youtube.com/watch?v=LSxm4H7Vl0I