Żydówka w Zielonkach – niezwykła historia

Żydówka w Zielonkach – niezwykła historia

22 Lis, 2012

Historia Janiny Bauman – polskiej pisarki żydowskiego pochodzenia, jest historią niezwykłą – bardzo smutną, jednakże szczęśliwie zakończoną. Z jednej strony los Żydówki przypomina los wielu innych Izraelitów w czasie okupacji, z drugiej natomiast jest szczególny ze względu na jej osobowość, charakter, wole życia. Historia ta jest nam tym bardziej bliska, gdyż związana jest z podkrakowskimi Zielonkami.

Janina Bauman urodziła się 18 sierpnia 1926 roku w Warszawie, jako pierwsze dziecko Aliny i Szymona Lewinsonów. Wczesne dzieciństwo Janina spędziła w stolicy. Dom Lewinsonów znajdował się w miejscu, gdzie dziś wznosi się skrzydło Pałacu Kultury i Nauki.Należała do zamożnej i wykształconej rodziny. Ojciec dziewczynki, lekarz i oficer Wojska Polskiego, zamordowany został w Katyniu.Janina wraz z matką i o cztery lata młodszą siostrą Zosią, z pomocą rodziny i znajomych,cierpliwie znosiła trudy okupacji. W momencie wybuchu II wojny światowej dziewczynka miała 13 lat.

Wojnę, która zastała siostry w rodzinnej letniej willi w Konstancinie, początkowo traktowały jak wielką przygodę. Od pierwszego dnia Janina zaczęła pisać dziennik, w którym skrzętnie, choć nieregularnie zapisywała wszystko, co się działo.

Pierwsze miesiące wojny rodzina spędzała na Nowym Świecie, w domu państwa Fryszmanów – dziadków dziewczynek. Podczas oblężenia chowano się wspólnie z sąsiadami w piwnicy. Na wiosnę 1940 roku Janina zaczęła uczęszczać do szkoły, gdzie wykładano niedozwolone lekcje języka polskiego, matematyki, przyrody i historii. W wolnym czasie, którego było bardzo dużo, chociażby ze względu na godzinę policyjną, domownicy najczęściej urządzali seanse spirytystyczne, w których dziewczynka chętnie uczestniczyła. Często podkreślała, że było to jej jedno z lepszych wspomnień wojennych.W miarę spokojne życie przy ulicy Granicznej przerywały ciągłe rewizje. Na domiar złego, w połowie lata 1940 roku, w Warszawie zorganizowano getto. Od tej pory przyszłość rodziny stała pod znakiem zapytania.

W 1940 roku Szymon Lewinson przebywał w obozie jenieckim w Kozielsku. Stamtąd przewieziony został do Katynia. Jesienią, gdy dziewczynki wraz z mamą zamieszkały w getcie, ojciec już nie żył.Warunki bytowe w warszawskim getcie były przerażające. Powierzchnia getta wynosiła nieco ponad 3 km2. Ulokowano tam ponad 450 000 ludzi. Na jeden pokój przypadało 13 osób. Przydział żywnościowy dla ludności w getcie wynosił 184 kalorie dziennie na osobę, dla porównania Niemcy otrzymywali 2310 kalorii dziennie.

W getcie starano się żyć w miarę możliwości „normalnie”. Jako że w murach getta znalazło się wielu nauczycieli, dziewczynki rozpoczęły naukę. Jednak stale nie działająca elektryczność, starannie zaciemnione okna oraz małe powierzchnie mieszkaniowe znacznie utrudniały życie. Ogromna ilość ludności, ciągły głód, a przy tym koszmarne warunki sanitarne wywołały epidemie tyfusu. Na początku 1941 roku śmiertelność wynosiła ok. 6 tysięcy ludzi miesięcznie. Janina wraz z koleżankami za wszelką cenę chciały pomóc głodującym Żydom.Wkrótce trafiły do Toporolu – Towarzystwa Popierania Rolnictwa. Celem organizacji, opartej na pracy ochotniczej, była uprawa warzyw dla głodującej ludności. Wykorzystywano każdy wolny skrawek ziemi w getcie. Po miesiącu odgruzowywania i oczyszczania terenu grupa ochotników, wraz z Janiną, przystąpiła do uprawy poletka. Bauman tak wspomina tamten okres: „To długie, gorące lato spędzone na zielonej wysepce pośrodku piekła zapamiętałam – muszę szczerze wyznać – jako szczęśliwy czas mojej młodości” [Janina Bauma, Zima o poranku. Kraków 2009, Wydawnictwo Znak, s. 72]. Janina w  Toporolu pracowała zarówno w roku 1941, jak i rok później w 1942. Pracę przerwały 22 lipca 1942 roku masowe wysiedlania ludzi z warszawskiego getta.

 

Pierwsza akcja wysiedleńcza trwała do 13 września 1942 roku. Spośród 370 000 Żydów mieszkających w getcie, liczba zamordowanych i wywiezionych do Treblinki wynosiła 300 000. Janina z mamą i siostrą ukryte w swoim mieszkaniu, a późnieju rodziny i znajomych, szczęśliwym trafem przetrwały kolejne blokady warszawskich ulic. Po pierwszej „akcji” Alina Lewinson, jako legalny mieszkaniec pracowała na terenie getta. Dziewczynki natomiast mieszkały „na dziko” i całymi dniami musiały się ukrywać. Janina miała wtedy 16 lat i czasami zastępowała mamę w pracy. Dzięki temu poznała wielu Żydów działających w żydowskiej policji czy nauczycieli, którzy prowadzili nielegalne zajęcia.

Na początku 1943 roku rodzina Janiny postanowiła uciec z getta i żyć w ukryciu po aryjskiej  stronie. Przeczekawszy w ukryciu drugą akcję przesiedleńczą, 25 stycznia Janina z mama i siostrą, z pomocą reszty rodziny nielegalnie opuściły getto zabierając ze sobą kilka ubrań i najważniejsze drobiazgi. Po aryjskiej stronie otrzymały nowe fałszywe kenkarty, stwierdzające ich polskie pochodzenie, a także nowe nazwisko. Teraz były paniami Lubowickimi. Kenkarty z fałszywym nazwiskiem były potrzebne do zameldowania w danym miejscu, gdzie się ukrywały, aby nikt nie zwrócił uwagi na „dzikich lokatorów”. Ponadto zwiększało to liczbę kartek żywnościowych. Pierwszym miejscem, gdzie się ukrywały był maleńki pokoik w kamienicy na rogu ulicy Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Mieszkała tam czteropokoleniowa rodzina Sokolnickich. Dodatkowo codziennie przychodziła „kobieta” – pomoc domowa, która nie mogła się dowiedzieć o tym, że w mieszkaniu ukrywani są Żydzi. W związku z tym Janina z mama i Zosią musiały wstawać bardzo wcześnie, aby skorzystać z łazienki, następnie siedziały zamknięte w swoim pokoju do wieczora. Około godziny osiemnastej przychodziła pani Sokolnicka i oznajmiała, że „kobieta już poszła i można iść do komóreczki”. Jednak kilkumiesięczne życie w ukryciu zakłócili szantażyści udający gestapo i żądający pieniędzy. Schronienie u Sokolnickich przestało być bezpieczne i kobiety musiały zmienić lokum. W krótkim czasie po ulicach Warszawy przemknęła wdowa z twarzą ukrytą za czarną woalką z rannym dzieckiem z obandażowana połową twarzy i nosem oraz drugą nastolatką o śródziemnomorskiej urodzie.

Kolejnym schronieniem było mieszkanie przy moście Poniatowskiego. Właścicielka mieszkania – Lili, niepozorna kobieta w nieokreślonym wieku, powitała gości wylewnie bez śladu skrępowania. Siedząc znów w ukryciu w małym pokoiku, zorientowały się, że nowe lokum to niemiecki burdel. Częste wizyty niemieckich oficerów sprawiły, że mieszkanie Lily nie było bezpiecznym schronieniem. W tym czasie Janina zachorowała na gruźlicę. Tym razem znów z pomocą, jak w każdej problemowej sytuacji, nadciągnęła przedwojenna pomoc domowa Lewinsonów – ciocia Mania. Umieściła Janinę u swojej siostry Heleny, która była położną. Janinę traktowano jako pacjentkę po poronieniu, którą trzeba było się opiekować. W czasie choroby Janina często zmieniała lokum.  W końcu udało się znaleźć kryjówkę dla całej rodziny. Był to opuszczony dom na Nowym Świecie. Ukrywało się tam kilkanaście osób. Bliska odległość niemieckiej firma sprawiała, że do godziny szesnastej należało zachowywać się bardzo cicho. Jednak godziny wieczorne były względnie bezpieczne i można było czuć się swobodnie. W opuszczonym domu Janina odnalazła wiele tomów znamienitych dzieł literackich, które zgłębiała całymi dniami. Sama zaczęła również pisać opowiadania, które chwalił współlokator kryjówki – pisarz, pan Lusternik. Względnie spokojne życie w ukryciu na Nowym Świecie przerwali szantażyści i znów wdowa z dwójką dzieci przemierzała ulice Warszawy.

Wkrótce ciężka sytuacja zmusiła do rozdzielenia się uciekinierek. Dla Janiny znalazło się miejsce w cichej podwarszawskiej miejscowości letniskowej Radość. Zamieszkała tam u trzyosobowej rodziny. Kiepski kontakt z domownikami zastępowała możliwość pełnej swobody w zachowaniu, częste wychodzenie na dwór oraz spacery. Jednak tu znów napotkano na niebezpieczeństwo i należało zmienić kryjówkę,

Kolejne pół roku Janina, już z mamą i siostrą, spędziła w Rembertowie u rodziny Bielińskich. Przebywanie w cudzych domach, bywało uciążliwe zarówno dla właścicieli, jaki i lokatorów. Znacznie wpływało na nastroje i zachowania domowników. W Rembertowie pani Lewinson z córkami okazała się podporą dla Bielińskich. Pani domu mogła wyżalić się i choć na chwilę zapomnieć o zdradach męża i źródle swojego zarobku – potajemnych aborcjach.

Kolejną wspólną kryjówką było mieszkanie u samotnej pani Wali. W miarę stabilne pół roku przerwała nagła śmierć Wali w lipcu 1944 roku. Powstanie Warszawskie zastało panią Lewinson z córkami w warszawskiej kamienicy przy ulicy Złotej. Na opanowanej przez powstańców ulicy, mieszkańcy ukrywali się głównie w piwnicach. Tygodnie spędzone pod ziemią Janina spędziła zmożona chorobą. Tak wspomina ten okres: „Co się działo potem, jak toczyły się następne dni i tygodnie, co było wcześniej, a co później, które z obrazków i dźwięków, jakie pamiętam, naprawdę widziałam i słyszał, a które były moim sennym przywidzeniem albo czyjąś relacją – nie umiem powiedzieć. Zmożona chorobą, która w dniu pożaru upomniała się o mnie ostatecznie, trawiona wysoka gorączką, prawie nieprzytomna, brnęłam w ślad za Mamą i ciocią przez tlące się zgliszcza, przez góry gruzu i mroczne przejścia podziemne. A potem leżałam na zimnym kamiennym występie w jakiejś dużej piwnicy. Odrobina światła dziennego sączyła się z otworu wentylacyjnego i padała na przerażoną twarz Zosi, ciocia Mania pochylała się nade mną, usiłując podłożyć gruby szalpod moje wstrząsane dreszczami plecy. Mama głaskała mnie po głowie. A potem pochłonęła mnie ciemność… Pustka… Próżnia…”.[Janina Bauma, Zima o poranku. Kraków 2009, Wydawnictwo Znak, s. 215]. Po upadku powstania Janina wraz z rodziną zajęły jedno z opuszczonych mieszkań. W mieszkaniu tym schowała do dziury w podłodze grube pliki swoich rękopisów, które ponad rok później odnalazła nienaruszone.

Po powstaniu warszawskim w 1944 roku mieszkańcy Warszawy powoli wychodzili z ruin i udawali się w poszukiwaniu żywności. Wkrótce nastąpił wielki exodus ludności. Podstawiono pociągi i zawieziono ludność do obozu przejściowego do Pruszkowa, gdzie prowadzono selekcję. Janina wraz z mamą i siostrą trafiły do pociągu, którym dotarły do Kocmyrzowa. Stamtąd zepchnięte przez panikujących ludzi ujrzały furmankę, którą dotarły do podkrakowskich Zielonek. Tu trafiły do domu Pietrzyków. Na wsi, pierwszy raz od początku wojny, żyły otwarcie, nie kryjąc się przed ludźmi. Rodzina, która przyjęła ich pod swój dach wyraźnie nie zamierzała ich ani wydać, ani wyprosić z domu. Nie byli również świadomi, że goszczą Żydów. U Pietrzyków zamieszkała Janina z mamą. Ciocia Mania z Zosią miały mniej szczęścia – rodzina, która je przyjęła było mało życzliwa.

Życie u Pietrzyków było pełne obaw związanych głównie z katolickimi obrzędami. Dziewczynki musiały co tydzień w niedzielę chodzić do kościoła na mszę świętą. Pierwsza wyprawa napawała je niepokojem i dziewczynki umierały ze strachu. Jednak, ku zaskoczeniu, uczestnictwo w nabożeństwach znacznie poprawiało nastrój dziewczynkom. Brały udział nawet w przygotowaniach do Wigilii i Bożego Narodzenia. Zajmowały się głównie ozdobami choinkowymi. Przy tychże świątecznych doszło jednak do niezręcznej sytuacji. Jako ozdobę wierzchołka choinki, dziewczynki przygotowały sześcioramienną błękitną gwiazdę Dawida.

Lokatorki dość szybko zaaklimatyzowały się w Zielonkach. Uczestniczyły nawet w wiejskich zabawach i potańcówkach, zawiązując bliższe znajomości z lokalną ludnością. Gdy Janina wraz z mamą, siostrą i ciocią Manią opuszczały Zielonki, pani Pietrzykowa, ku zdziwieniu Żydówek, ukrywała Niemca. Rozstanie z rodziną Pietrzyków było bardzo poruszające. Gospodyni pobłogosławiła lokatorki na drogę i powiedziała: „kto zbłądzi pod mój dach, szukając schronienia, kimkolwiek on jest i jakakolwiek jest wiara jego, będzie tu bezpieczny”[Janina Bauma, Zima o poranku. Kraków 2009, Wydawnictwo Znak, s. 254]

Powrót do Warszawy okazał się bardzo bolesny. Stolica przypominała kamienną pustynię zasypaną gruzem, zapełnioną lejami po bombach i czarnymi szkieletami spalonych budynków.Po znalezieniu odpowiedniego lokum do mieszkania, pracę znalazła tylko Alina Lewinson. Sytuacja była na tyle ciężka, że Zosia zdecydowała się pójść do domu dziecka. Ciocia Mania, która przez całą okupację bardzo pomagała Janinie i jej rodzinie, wyprzedawała biżuterię, załatwiała kolejne kryjówki, została na zawsze duszą i sercem Żydowskiej rodziny.

Zapisem przeżyć wojennych nastoletniej Janiny Lewinson jest autobiograficzna książka Zima o poranku. Opowieść dziewczynki z warszawskiego getta. Książka dostępna jest m.in. w Bibliotece Publicznej w Zielonkach.

 

Ewelina Cybula

 

Młodszy Bibliotekarz – BP Zielonki